Recenzja: Green Book (2018, reż. Peter Farrelly)

Wygląda na to, że amerykańscy reżyserzy niewybrednych komedii chcą coś udowodnić. Po sukcesie Adama McKay i jego Big Short (2015), połowa reżyserskiego duetu odpowiedzialnego za takie prawdziwe klasyki gatunku jak Głupi i głupszy (1994, reż. Peter Farrelly, Bobby Farrelly) oraz Sposób na blondynkę (1998). Peter Farrelly nakręcił swój pierwszy nie-komediowy film. No może nie do końca.

Film oparty na faktach. Tony Lip (Viggo Mortensen), prosty Amerykanin włoskiego pochodzenia, pracuje jako mięśniak w nowojorskim nocnym klubie. Po wymuszonym „remoncie” placówki, mężczyzna zaczyna poszukiwać jakiegoś tymczasowego zajęcia. Dostaję posadę kierowcy dla wybitnego muzyka, Dr Dona Shirleya (Mahershala Ali). Mimo że Tony z początku jest rasistą, to mężczyźni nawiązują ciekawą relację.

green-book-2.jpg

Znacie film. Praktycznie co roku pojawia się jako jeden z nominowanych do Oscara w najważniejszej kategorii bądź jest jej bardzo blisko. Naiwny, lekki i przyjemny film na ważny temat, w ostatnich latach najczęściej rasizmu. Green Book można by właściwie ochrzcić tytułem „Wożąc panią Daisy 2”. Tamten film niespodziewanie wygrał Oscara za najlepszy film, ale kiedy to było? Prawie 30 lat temu. Teraz takie już nie powinny przechodzić.

Green Book bywa nieznośnie łopatologiczny i chwilami za bardzo wygląda jak komedia. Takie sceny, jak ta po wizycie w KFC wzbudziły u mnie przewracanie oczyma (szczególnie komentarz bohatera o tym, że w Kentucky jest lepsze, bo świeższe). Główny bohater jest nieznośnie głupi, w takim stopniu, że można byłoby go wziąć za bohatera Głupiego i głupszego. Gra Mortensena w niektórych momentach robi się tak przerysowana, że zapomniałem, że mam do czynienia z istotą ludzką. Kulminacją tego jest jego tyrada o tym, że jest bardziej czarny od Shirleya, bo docenia ich kulturę i jest z klasy pracującej. Mimo wszystko wrażenie może robić transformacja, jaką przeszedł Mortensen.  Zdecydowanie lepiej wypada Mahershala Ali, który ląduje po kompletnie drugiej stronie spektrum. Jego postać jest opanowana i dostojna, ale przy okazji strasznie chłodna i praktycznie wypruta z emocji. Mężczyzna dużo emocji tłamsi w sobie. To zdecydowanie najmocniejszy punkt filmu i może przynieść Aliemu drugiego Oscara, biorąc pod uwagę wyrównaną stawkę w kategorii aktor drugoplanowy (chociaż moim zdaniem, to pierwszy plan).

greenbooktrailer.jpg

Jak zwykle po filmie opartym na faktach zagłębiłem się w historię i doszedłem do strasznie ciekawych ciekawostek. Prawdziwy Tony Lip po swoich przygodach z muzykiem został… aktorem filmowym i zagrał malutkie role, chociażby w Ojcu Chrzestnym, Wściekłym Byku, Chłopcach z ferajny, Donnie Brasco i Rodzinie Soprano. Co więcej, współscenarzystą filmu, jest jego syn, Nick Vallelonga. Tym bardziej dziwi przerysowanie postaci jego ojca w filmie, ale to może być robota Petera Farrelly’ego, który również współpracował przy scenariuszu i prawdopodobnie miał ostatnie słowo.

Narzekam i narzekam, ale nie mogę nie wspomnieć, że reszcie widowni film zdecydowanie się podobał. Były śmiechy z żartów, a po seansie ożywione rozmowy. Może to mój cynizm, ale takie filmy mnie irytują. To kolejne po Służących (2011, reż. Tate Taylor) i Ukrytych działaniach (2016, reż. Theodore Melfi), przeraźliwie amerykańskie, bajkowe i mdłe potraktowanie poważnego tematu. Mam już serdecznie dość tego typu „oscar baitów”, ale jak widać widownia je lubi.

5 na 10

Jeśli lubicie ten film to polecam:

  • jakikolwiek mdły oscar bait w typie Służących, Wożąc Panią Daisy i Ukrytych działań

 

103913_w1.jpg

Gatunek: Komediodramat
Reżyseria: Peter Farrelly
Scenariusz: Peter Farrelly, Nick Vallelonga, Brian Hayes Currie
Obsada: Viggo Mortensen, Mahershala Ali, Linda Cardellini
Czas trwania: 130 minut
Polska data premiery: 15.02.2019
Reklamy

3 myśli na temat “Recenzja: Green Book (2018, reż. Peter Farrelly)

Dodaj własny

  1. ‚Płaski’. Albo ‚płytki’. Długo szukałam jednego słowa na określenie przyczyny mojego rozczarowania. ‚Mdłe’ też jest niezłe. Taka edukacyjna pogadanka na lekcję wychowawczą, w takiej roli całkiem niezły film. Dziękuję za recenzję i pozdrawiam!

    Polubienie

  2. Chyba autor powinien poszukać innej pracy niż recenzjonowanie, gdyż nie zna podstawowych określeń – ten film NIe jest Oscar-bait’em – „the Post” Spielberga było Oscar-bait’em. Ten film to Proste, Małe Arcydzieło.

    Polubienie

    1. Hm. A niektórzy nie powinni nadużywać słowa „arcydzieło”. Ten film jak najbardziej podchodzi pod „oscar bait”, bo podejmuje ważną tematykę w prostacki spisób. Nawet miał premierę na festiwalu „zapewniającym” zainteresowanie w sezonie nagród.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Create a website or blog at WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Create your website at WordPress.com
Rozpocznij
%d blogerów lubi to: