Recenzja: Kapitan Marvel (tytuł oryginalny: Captain Marvel, 2019, reż. Anna Boden, Ryan Fleck)

Fanki i fani kinowego uniwersum Marvela (MCU), musieli długo czekać na pierwszy solowy film, traktujący o kobiecej bohaterce. Tym razem DC wyprzedziło swojego rywala i Wonder Woman w reżyserii Patty Jenkins, miała już premierę dwa lata temu i odniosła wielki i zasłużony sukces. Było wiadome, że Marvel zrobi swój film inaczej, po swojemu. Datę premiery wybrali idealną, 8 marca, dzień kobiet. Kapitan Marvel wreszcie ląduje w MCU.

Vers (Brie Larson) jest szkolona przez Yon-Rogga (Jude Law) na żołnierza/wojownika Kree. Szlachetnej rasy, która prowadzi odwieczną wojnę z gatunkiem zmiennokształtnych Skruli. W wyniku niefortunnego splotu wydarzeń Vers ląduje na ziemi i zaczyna poddawać całą swoją przeszłość w wątpliwość. W ślad za nią rusza dowódca Skrulli, Talos (Ben Mendelsohn).

img.jpg

Gdybym miał wybrać jakiś klucz porównawczy, to nazwałbym Kapitan Marvel skrzyżowaniem Długiego pocałunku na dobranoc (1996, reż. Renny Harlin) ze Strażnikami galaktyki (2014, reż. James Gunn. Z tym pierwszym filmem, Kapitan Marvel łączy nie tylko udział Samuela L. Jacksona, ale także elementy fabularne dotyczące amnezji, konwencja kina kumpelskiego i stylistyka lat 90. Kapitan Marvel bardziej niż poprzednie filmu MCU, jest oparty. Jest zagadka, są spore zwroty akcji. Jednak postacie na tym nie cierpią, wręcz przeciwnie. Każda kolejna wolta fabularna im służy.

To przede wszystkim film fundamentalnie inny od Wonder Woman. Tak jak inne są komiksy Marvela i DC. Podczas gdy Diana (Wonder Woman) jest boginią kroczącą pomiędzy śmiertelnikami, Carol jest postacią posiadającą nadludzkie moce, ale przy okazji do bólu ludzkie przywary, jak brak panowania nad emocjami. Kapitan Marvel o dziwo też mniej akcentuje feministyczny podtekst historii. Nikt tutaj nie próbuje podważyć patriarchalnego systemu rządzącego naszym światem. Carol nie jest definiowana przez to, że jest kobietą, bardziej przez to, że jest człowiekiem ze swoimi ułomnościami. To może być kolejna ewolucja kinowych heroin, w których kobiety są faktycznie traktowane na równych zasadach ze swoimi męskimi odpowiednikami. Nie, żeby tego feministycznego podtekstu tutaj w ogóle nie było, jest on po prostu dojrzalszy. Nie ma typowego „Girl Power”, ale Carol dalej może służyć za dobry wzór dla dziewczynek i kobiet na całym świecie.

5eTDnqDr0ZPChy-i7S2fo1BkciTBdqkyBYunywWLp8s.jpg

Nie powinienem teoretycznie tego robić, bo jak to krytykować innych krytyków (chociaż moim zdaniem zawsze powinno się z nimi wchodzić w dyskurs, bo to polepsza jakość ich pracy), ale przewracałem oczami, jak czytałem opinie, że film jest wyzbyty kontekstu politycznego, nawiązań do współczesnego świata. Nie mam zamiaru zdradzać, w jaki sposób film adresuje pewne problemy, bo nie chcę ujawniać ciekawych zwrotów fabularnych, ale to wszystko tutaj jest i to dosyć mocno zaakcentowane (acz nie łopatologicznie). Niektóre osoby podniosą larum, że Hollywood nie powinno widzom wciskać „propagandy SJW”, ba znajdą się wśród nich rzekomi fani uniwersum Marvela. Co jest o tyle zabawne, że u podstaw komiksów tworzonych przez Stana Lee była walka o równość społeczną. Przecież to ten wybitny twórca stworzył X-Menów jako metaforę ksenofobi i wszelkich innych fobii, a Czarną Panterę wykreował w momencie, kiedy relacje rasowe w USA były najbardziej napięte. Opowieści Marvela nie stały się „lewackie”, one praktycznie zawsze takie były. Kapitan Marvel może nacisnąć mocno na odcisk niektórym osobom z prawej strony barykady, o ile obejrzą film, a nie wystawią od razu jednej gwiazdki na jakimś portalu filmowym, bo Brie Larson rzekomo nienawidzi białych mężczyzn. „Efekt Mandeli” (a może propagandy) zadziała niezwykle szybko, w przypadku jej wypowiedzi o nierównościach w branży.

W mojej może lekko kontrowersyjnej opinii, kino superbohaterskie, zastąpiło western w opowiadaniu o różnorodnych palących problemach. To podobnie „gatunek” (no nie do końca gatunek, ale muszę uogólnić), który jest otwarty na masę modyfikacji i skrzyżowań z innymi, często odległymi gatunkami filmowymi. Kapitan Marvel miesza klasyczne buddy comedy z kinem science-fiction, doprawionym szczyptą kina indie (co jest zasługą reżyserskiego duetu, który swoje korzenie ma w amerykańskim kinie niezależnym), pozostając co zaskakujące, jak na kino superbohaterskie, filmem dosyć kameralnym. Ba, twórcy nawet oddali swoisty hołd gatunkowi, który niegdyś dominował w amerykańskiej kinematografii (jeśli myślicie, że kino superbohaterskie zdominowało kino, to porównajcie to do sytuacji z lat 50 XX wieku, kiedy zdarzało się, że w amerykańskich kinach było blisko 50 nowych westernów rocznie), nawiązując do jego ikonografii w jednej sekwencji.

WROBWQLJ6RA2HOZUCVLJDOBYSA

Jak jednak ten film się ma do reszty MCU? Działa w dużej mierze, jako samodzielna historia, jednak wypełniona smaczkami dla największych fanów. Wiadomo, zobaczymy młodego Nicka Fury’ego (Samuel L. Jackson), jeszcze z parą sprawnych oczu (to zdecydowanie jego największa rola w całym MCU). Agenta Coulsona (Clark Gregg), który jest świeżakiem w szeregach S.H.I.E.L.D. i dopiero zdobywa zaufanie swojego mentora. A także wiele innych smaczków, już do samodzielnego rozpakowania. Nie mogę wyjść z podziwu, jak ci dwaj wspomniani aktorzy zostali odmłodzeni za pomocą CGI na potrzeby tego filmu. Zazwyczaj mieliśmy do czynienia z krótkimi epizodami aktorów odmłodzonych za pomocą efektów komputerowych, a efekty bywały różne (akurat w filmach Marvela znakomite). To, co tutaj zrobili magicy od efektów, przebija wszelkie oczekiwania. Samuel L. Jackson wygląda podobnie jak w trzeciej Szklanej Pułapce (filmie, który powstał w 1995, roku, w którym dzieje się akcja Kapitan Marvel). Sam Nick Fury, jest zupełnie innym Nickiem Furym, niż ten którego znamy z poprzednich filmów. Mniej cynicznym, wyrachowanym, wierzącym w swoje przeczucie, zdecydowanie bardziej idealistycznym.

Film zawiera wiele elementów, których można oczekiwać po filmach ze stajni Marvela, w końcu kto inny, jak nie Kevin Feige, wie, czego jego publiczność oczekuje. Jest przepełniony popkulturowymi nawiązaniami (kot, kradnący praktycznie każdą scenę, został nazwany na cześć jednej postaci z Top Gun), scenami akcji (stylizowanymi mocno na blockbustery lat 90. z Terminatorem 2 włącznie), humorem (chociaż mam wrażenie, że jest go mniej niż zazwyczaj) i posiada swój własny odpowiednik „Awesome Mixu” złożony z hiciorów lat 90. Trudno się nie uśmiechnąć oglądając scenę walki, do której w tle przygrywa „Just a Girl” No Doubt czy słysząc, jak do filmu zostało wplecione „Come As You Are” Nirvany, a i dla żony Kurta Cobaina, Courtney Love znalazło się miejsce na soundtracku. Kawalki Gwen Stefani i Courtney Love w jednym filmie? Jak najbardziej (panie lekko mówiąc, nie pałają do siebie miłością). To jednak nie wszystkie, świetnie podkreślające erę piosenki, które znalazły się w filmie.

r7ek0gy2b64jlu1ndnrp

Marvel już ostatecznie pozbył się rzekomego problemu ze swoimi antagonistami (nie do końca się zgadzam, że problem istniał, poza pojedynczymi przypadkami). Motywacje są na swoim miejscu, a realne zagrożenie istnieje. Co najciekawsze, nie mam pojęcia czy Skrulle zostały stworzone przy pomocy mocapu i cgi, czy protetyki.

Kapitan Marvel nie jest pozbawiona drobnych wad (chociażby ostatnią scenę  przesunąłbym za pierwszy segment napisów, bo to bardziej smaczek dla fanów), ale jaki film jest? Nowy film Marvel Studios na całe szczęście nie jest wyłącznie przystawką przed głównym daniem w postaci Avengers: Koniec gry. Jedno jest pewne, Stan Lee byłby zachwycony Kapitan Marvel. Wygląda na to, że jego dziedzictwo pozostanie z nami na zawsze. Excelsior!

A przy okazji składam życzenia wszystkim Paniom z okazji Dnia Kobiet!

9 na 10

7866639.3.jpg

Gatunek: Film superbohaterski
Reżyseria: Anna Boden, Ryan Fleck
Scenariusz: Anna Boden, Ryan Fleck, Nicole Perlman, Meg LeFauve, Geneva
Robertson-Dvorak, Liz Flahive, Carly Mensch
Obsada: Brie Larson, Samuel L. Jackson, Ben Mendelsohn, Jude Law, Annette
Benning, Lashana Lynch, Clark Gregg
Czas trwania: 124 minuty
Polska data premiery: 08.03.2019

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Create a website or blog at WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Create your website at WordPress.com
Rozpocznij
%d blogerów lubi to: