Recenzja: Shazam! (2019, reż. David F. Sandberg)

Shazam (wtedy jeszcze jako Captain Marvel) zadebiutował w komiksach w grudniu 1939 roku. W latach 40 XX w. postać była na tyle popularna, że komiksy z jej udziałem pod względem sprzedaży pokonywały zeszyty DC z Supermanem. Parę pozwów sądowych później, po paru zmianach pseudonimów i przejściu pod strzechy DC Comic, w prawie 90 lat od premiery jeden z pierwszych komiksowych superbohaterów debiutuje na ekranach kin (przynajmniej w filmie pełnometrażowym, ponieważ w latach 40. był bohaterem jednego z popularnych wtedy seriali kinowych).

Billy Batson (Asher Angel) od dzieciństwa szuka swojej matki. Ląduje w kolejnych zastępczych, ale zawsze ucieka, żeby namierzyć wszystkie panie Batson w najbliższych stanach. W końcu dostaje ostatnią szansę i trafia do ogromnej rodziny zastępczej. Po uratowaniu swojego przyszywanego brata Freddy’ego (Jack Dylan Glazer) przed szkolnymi łobuzami, trafia na czarownika Shazama (Djimon Honsou), który mianuje go swoim czempionem. Billy jednak nie wie, że na jego moce czai się owładnięty obsesją Dr Thadeus Sivana (Mark Strong).

wallpapersden.com_shazam-2019-movie_5120x2880.jpg

Twórcy nie kryją, że Shazam celuje w bycie superbohaterską wersją Dużego z Tomem Hanksem. Poza bliźniaczo podobnym pomysłem fabularnym umieszczają masę nawiązań do kultowego filmu z lat 80., w tym do jego chyba najbardziej kultowej sceny (tak, w Shazamie jest nawiązanie do klawiszy w sklepie z zabawkami). Shazam to przy okazji film dosyć dziecinny, pokazujący w pewnym momencie wyobrażenie dziecka o byciu dorosłym. Początkowo Billy dostając moce, wcale nie wykorzystuje ich, żeby czynić dobro, a żeby kupić piwo czy żeby wejść do klubu ze striptizem. Coś, co by zrobiła większość nastolatków, nagle lądując w ciele dorosłego.

Jeśli narzekacie, że filmy superbohaterskie Marvela są zbyt śmieszkowate, to trzymajcie się od Shazama z daleka. Film ilością humoru mógłby obdzielić 2-3 filmy MCU i jest nastawiony na humor do tego stopnia, że w praktyce jest komedią (do Deadpoola może trochę brakuje pod tym względem, ale niewiele). Niektóre z żartów przypadkowo wprowadza garść głupot do filmu (przyzwolenie na strzelanie sobie w twarz z broni palnej, żeby zobaczyć czy jest kulodporna, jest zdecydowanie przegięciem w złą stronę) i w pewnym momencie jednak następuje spore przeładowanie kolejnymi gagami, do tego stopnia, że cierpi na tym trochę emocjonalna część filmu.

shazam4.jpg

A ta jest naprawdę dobra. Poszukiwanie matki przez Billy’ego i jego relacje z nową rodziną zastępcza mają czar amblinowskich produkcji z lat ich świetności. Cała droga Billy’ego do stania się odpowiedzialniejszą osobą potrafi naprawdę wciągnąć emocjonalnie, pomimo paru wybojów po drodze (cały etap „wątpliwości bohatera” wydaje się jednak nie do końca dopracowany). To po trosze familijny, bardziej kierowany do dzieciaków niż inne propozycje superbohaterskie, ale jest jeden szkopuł.

Nie ma w tym konsekwencji i w pewnym momencie dają o sobie znać horrorowe korzenie reżysera. Jest trochę straszniejszych i brutalniejszych momentów. Główny antagonista filmu wchodzi w pakt z potworami reprezentującymi 7 grzechów głównych i są one wprost wyjęte z horrorów, ale starszych widzów przestraszą głównie niezbyt pomysłowym designem. Dzieci jednak mogą się w paru momentach bać. Finalnie w tonie film po trosze przypominał mi pierwszego Spider-Mana Sama Raimiego. Również poprzez sposób pokazywania reakcji postronnych ludzi na superbohaterskie akcje.

shazam12.jpg

O samym antagoniście trudno powiedzieć, że ma wielopoziomową motywację i jakąś wielką głębię. Ot, kolejny złol, który jest przeciwieństwem głównego bohatera, ale gra go Mark Strong i przy okazji widać, że wspaniale się bawił tą rolą. Sama jego ekranowa prezencja rekompensuje płyciznę motywacji.

Film puszcza w wielu momentach oczko do fanów komiksów i pokazuje ten świat z ciekawej i dotąd niespotykanej w filmach perspektywy. Normalnego nastolatka, który jednak po pewnym czasie sam staje się jednym z tych nadludzi. Nie brakło również sporej ilości nawiązań do serii o Rocky’m, wynikających z umiejscowienia akcji filmu w Filadelfii.

Shazam mimo garści wad i głupot jest jednak bezwstydnie rozrywkowym filmem lekko w duchu Stevena Spielberga i innych amblinowskich produkcji, ale nadal oferującym coś świeżego w temacie kina superbohaterskiego. Shazam zdecydowanie ma serce po właściwej stronie. Żałuję tylko, że Freddy nie przeprowadził testu czy ten Shazam posiada supermoc rozpoznawania piosenek.

Zdecydowanie warto krzyknąć „Shazam!” przy kasie z biletami.

8 na 10.PNG

PHwZi5tdO1XYAy_2_l.jpg

Gatunek: Komedia, Superbohaterski
Reżyseria: David F. Sandberg
Scenariusz: Henry Gayden, Darren Lemke
Obsada: Zachary Levi, Mark Strong, Asher Angel, Jack Dylan Grazer,
Djimon Honsou, Grace Fulton, Faithe Herman, Ian Chen, Jovan Armand
Czas trwania: 130 minut
Polska data premiery: 05.03.2019

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Create a website or blog at WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Create your website at WordPress.com
Rozpocznij
%d blogerów lubi to: