Recenzja: Avengers: Koniec gry (tytuł oryginalny: Avengers: Endgame, 2019, reż. Anthony Russo, Joe Russo)

„Part of the journey is the end”

Gdy 11 lat temu, swoją premierę miał pierwszy Iron Man, większość (w tym ja) była pod wrażeniem, że można stworzyć film, który w pełni oddaje ducha komiksu, posiada masę serca i ma się go ochotę obejrzeć ponownie, natychmiast po pierwszym seansie. Wtedy był to wyjątek, potwierdzający regułę. Wprawdzie powstało wcześniej parę naprawdę dobrych adaptacji komiksowych, ale dominowały średnie produkcje, w których twórcy nie potrafili oddać ducha tych historii, często większych niż samo życie. Minęło 11 lat, Marvel Studios wyprodukowało parę filmów, które z całą odpowiedzialnością można nazywać kamieniami milowymi popkultury i amerykańskiego kina rozrywkowego. Po Endgame jednak nic już nie będzie takie samo w branży. Kolejne filmy tego lata, będą się wydawały strasznie normalne, przy tym, co zaoferowali Kevin Feige i spółka.

Thanos (Josh Brolin) pstryknięciem palca usunął połowę istot żyjących z całego wszechświata. Pozostali przy życiu Avengersi, muszą zapracować na swoje imię i pomścić poległych.

54446552_156327692054521_5488140763160619504_n.jpg

I tyle wystarczy. Materiały promocyjne nie pokazały zbyt wielu scen, które wykraczają poza pierwsze piętnaście minut filmu. To taki film, do którego trzeba podejść, wiedząc jak najmniej. Nie mam zamiaru nic zdradzać (co powinno być oczywiste), mimo że film wprowadza masę elementów do uniwersum, które zasługują na głębszą analizę (może kiedyś). Mogę tylko powiedzieć, że osoby, które spodziewają się drugiego Infinity War, mogą być głęboko rozczarowane, bo to zupełnie inny film. Poprzednik był tak naprawdę historią Thanosa, a ten jest w pełni historią Avengersów. Na całe szczęście.

Przede wszystkim to cud, że ten film trzyma się kupy i działa na każdym możliwym poziomie, również biorąc pod uwagę naprawdę szalone motywy fabularne. Każdy z trzech aktów posiada zupełnie inny ton, klimat i ma to swoje uzasadnienie. Każdy z nich jest znakomity na swój sposób. Każdy posiada mocne emocjonalne momenty i tonę humoru. Tak, Marvel dalej śmieszkuje, pogódźcie się z tym, bo to część DNA tych filmów. Jednak nie najważniejsza, nawet najwięksi sceptycy po Endgame powinni się zorientować, że mięsem tych filmów są postacie. Ludzkie (nawet jak nie są w pełni ludźmi), popełniające błędy, czyli takie, z którymi nietrudno się identyfikować. To nie akcja (chociaż cholernie satysfakcjonująca i przejrzysta) jest paliwem tego filmu, a te małe momenty, kolejne interakcje między postaciami. Finał jedenastoletniego planu Marvela jest kulminacją tych wszystkich emocji, które towarzyszyły poprzednim cegiełkom. Można stwierdzić, że ten film, jest jak finał serialu, jednak te bardzo często boleśnie zawodzą, a Endgame nie. Jeśli się chociaż trochę zaangażowaliście w tę serię, to będzie boleć i będziecie płakać, więcej niż jeden raz. Jeśli nie, to dalej dostaniecie niesamowicie kreatywny blockbuster.

avengers-endgame-jeremy-renner-scarlett-johansson.jpg

A potem z pewnością warto zobaczyć film jeszcze raz i jeszcze raz (razy nieskończoność?), bo jest tu wiele do rozpakowania, przeanalizowania. Jak wspomniałem, ta historia jest naprawdę szalona. Nie będzie przesady, jak nazwę ją najbardziej geekowską fabułą w historii kina. Nie chodzi tylko o wylewający się zewsząd fanservice, który jest jednak w pełni uzasadniony i po prostu twórcy zasłużyli, żeby go umieścić, a cierpliwi fani, żeby go zobaczyć. Aż trudno uwierzyć, że kino, jest w tej chwili naprawdę w stanie godnie przedstawić najbardziej dziwaczne, obskurne motywy komiksowe i sprzedać je publiczności, która nie spędziła sporej części swojego życia nad kolejnymi komiksami Marvele. Endgame jest jak wybitne wydanie zbiorcze złożone z kilkunastu zeszytówek.

Wprawdzie to nie finał całego MCU, bo nowe, miejmy nadzieję wspaniałe historie przed nami, ale dla oryginalnej szóstki, to prawdziwe zakończenie i nie mogę wyjść z podziwu, że każdy z tych wątków kończy się w jak najbardziej możliwe logiczny i sycący sposób. Większość głównej obsady dała swoje najlepsze występy aktorskie w całej serii. Może z wyłączeniem Marka Ruffalo, który zawsze jest w swojej roli wspaniały, ale moim zdaniem swój szczytowy moment osiągnął w dwóch pierwszych filmach o Avengersach, w reżyserii Jossa Whedona.

endgame-thanos-spots-main.jpg

Dobra, ale jeszcze nie wspomniałem o często pomijanych (super)bohaterach rzemiosła filmowego, montażystach. Endgame zawiera z ręką na sercu, jeden z najambitniejszych montaży równoległych w historii kina i cudem jest, że to wyszło tak dobrze. Szczególnie, że jednym z niewielu moich większych zarzutów w stosunku do Infinity War, było właśnie skakanie pomiędzy kolejnymi wątkami, jednak tam można było to również zrzucić na karb konstrukcji scenariusza.

Nie, Endgame nie jest filmem doskonałym (ale jaki jest?), zapewne można się przyczepić do niezliczonej ilości rzeczy. Co zapewne z czasem zrobią wszelacy youtuberzy z kanałem Cinemasins na czele (oj, będą mieli używanie przy tym filmie). Z tym że ja osobiście nigdy nie byłem zwolennikiem rozkładania filmu na czynniki pierwsze w tym stylu i nie uważam, żeby to była legitna krytyka filmowa, a raczej efekty swoistego niezrozumienia pewnych prawideł rządzących kinowymi światami. Można się przyczepić, że Endgame nie działa do końca samodzielnie, oddzielony od 21 poprzedzających filmów, ale nie miał działać. Marvel zrobił coś ,czego nikt inny nigdy nie zrobił i zaproponował prawdziwy finał sagi na którą składają się w tej chwili 22 filmy. Szaleństwo.

endgame

Na koniec powinienem pewnie w ramach pewnego skrótu myślowego, bądź zachęcenia porównać Endgame do jakiegoś innego filmu, najlepiej takiego, który był również finałem jakiejś uznanej serii. Czy to do Powrotu Króla, bądź do Powrotu Jedi. Jednak tego nie zrobię. Po pierwsze to naprawdę film jak żaden inny. Po drugie, MCU stoi na własnych nogach, tworzy własne bogate dziedzictwo popkulturowe, do którego tak naprawdę będą porównywane różne przyszłe produkcje. Jednak na koniec przestrzegam (tak wiem, że tego nie czytają, nie jestem aż takim megalomanem) wszelakich hollywoodzkich producentów, nie próbujcie bezmyślnie kopiować, tego co osiągnął Marvel, bo po prostu jesteście skazani na klęskę. Co pokazały wszelkie inne próby stworzenie filmowych uniwersów.

MCU jest prawdziwym kamieniem milowym nie tylko kina rozrywkowego, ale kina w ogóle. Coś, co kiedyś było kręgiem zainteresowań geeków, naprawdę zdominowało świat filmu rozrywkowego. Nie chyba powstał w historii kina film, do którego tak idealnie pasowałoby stwierdzenie „kinowe przeżycie”. To po prostu dzieło, jakiego fani potrzebowali i na jakie zasłużyli. Prawdziwy list miłosny do wszelkich form superheroizmu. Excelsior, true believers.

Bez tytułu

QiHXS2CrYUwyfxLogi0bnyK_XpFfU15UOXDZtDlw2bQ.jpg

Gatunek: Kino superbohaterskie
Reżyseria: Anthony Russo, Joe Russo
Scenariusz: Christopher Markus, Stephen McFeely
Obsada: Robert Downey Jr., Chris Evans, Chris Hemsworth, Scarlet Johansson,
Jeremy Renner, Mark Ruffalo, Paul Rudd, Don Cheadle, Gwyneth Paltrow,
Bradley Cooper, Karen Gillan, Josh Brolin
Czas trwania: 181 minut
Polska data premiery: 25.04.2019

 

 

 

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Create a website or blog at WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Create your website at WordPress.com
Rozpocznij
%d blogerów lubi to: